O mnie
Autorka kilku blogów. Postanowiłam skupić się właśnie na tym. Byłabym wdzięczna za wszelkie komentarze, opinie. :) @1LizzyB
Obsługiwane przez usługę Blogger.
Socio
Justin Bieber
piątek, 30 sierpnia 2013
Chapter One.
Osiem lat. Dokładnie tyle minęło od najtrudniejszego dnia mojego życia, a jednocześnie był to okres w którym mój przyjaciel z dzieciństwa przebywał w zakładzie poprawczym.
To co wydarzyło się 8 lat temu jest na prawdę trudne, ale zaczynając od początku.
{ Flashback }
Ja - Katherine, moja najlepsza przyjaciółka - Emily oraz on, 11 letni, wesoły chłopiec imieniem Justin. Zawsze tworzyliśmy zgraną ekipę, nie zmieniało się to, aż do tego felernego dnia. Justin poszedł wtedy do domu, dosć długo nie wracał, a ja wraz z Emily bawiłyśmy się przy huśtawce.
- Moja kolej!
Rzuciła kręcono włosa blondynka, posłusznie zeszłam z huśtawki i zaczęłam ją huśtać,jednak wtedy wrócił do nas Justin. Wyglądał na przerażonego, a w dłoni ściskał czerwoną skakankę.
- Czemu tak długo nie wracałeś?
Nie dało się nie odczytać w głosie blondynki ciekawości, długim niewracaniem chłopaka do zabawy.
-Przepraszam..Ja musiałem...
Powiedział cicho i upuścił skakankę. Nie wiedziałyśmy wtedy co to znaczy, wiec poszłyśmy wraz z nim do domu, gdzie na kanapie leżała martwa ciocia Justina - Diana.
{ Flashback }
Teraz już wszyscy wiedzieli, co stało się tego felernego dnia. Justin udusił swoją ciotkę ową czerwoną skakanką, trafił przez to do poprawczaka, a mi i Emily zniszczył całe dzieciństwo, choć ona się odnalazła.
Siedząc przy stole i jedząc wraz z rodzicami śniadanie usłyszałam wiadomości z telewizji.
"Justin Bieber po ośmiu latach pobytu w poprawczaku, za zgodą rady pedagogicznej powraca do szkoły. Mieszkańcy Stratford i uczniowie Avon Public School są przerażeni. "
Na ekranie w tym momencie pojawiła się Emily. Jak zwykle miała idealnie zrobiony makijaż,dobrane, markowe ciuchy. Wyglądała na wystraszoną - taka też była. Po tamtym dniu nasz kontakt się urwał.
"Nie mogę sobie wyobrazić powrotu tego psychola do szkoły. Przecież to morderca, potwór. Nie tylko ja tak uważam."
W sumie było w tym trochę racji, nawet dużo,ale Justin był wtedy dzieckiem, z jednej strony zasługiwał na szansę, z drugiej na zawsze będzie miał przyklejoną metkę zabójcy, lub "chłopca od skakanki"
-Myślę, ze znów powinnaś odwiedzać Pana Smith'a.
Zakomunikował mój tata i spojrzał na mnie. Otworzyłam szeroko oczy i zwilżyłam usta językiem. Nie miałam najmniejszej ochoty na spotkania z tym facetem.
-Nie ma mowy, on śmierdzi kocim żarciem.
-Call daj jej spokój, to dla niej trudne...
Zaczęła łagodnie moja rodzicielka, na moment przestając jeść. Cóż, ciężko było dotrzeć do ojca, był policjantem w Stratford, znał doskonale sprawę Justina i dlatego był tak nastawiony.
- Trudne.. Trudne to mało powiedziane. Ten psychopata zniszczył całe jej dzieciństwo.
Uniósł się, nerwowo uderzając palcami o blat stołu.Spojrzałam na nich wstając i zasuwając krzesło.
- Chyba wy bardziej ode mnie potrzebujecie wizyty u Pana Smitha.
Stwierdziłam i siegnęłam po swój plecak przerzucając go przez ramię.
-Odwiozę Cię.
Zadeklarował ojciec. Dokładnie tak zrobił. Po chwili byliśmy już w drodze do szkoły.Westchnęłam cicho i zwilżyłam usta językiem. Koło budynku była masa porozkładanych kamer.
-Wow... Czuję się trochę, jakby całe moje dotychczasowe życie zniknęło, a ja znów miałabym 11 lat...
Powiedziałam cicho kiedy tata zaparkował. Wymusiłam delikatny uśmiech idąc wychodząc z auta bez słowa pożegnania i idąc w kierunku szkoły.
-Kath czekaj!
Usłyszałam męski krzyk. Obróciłam się na pięcie i widząc Ryan'a uśmiechnęłam się blado.
-Cześć Ryan.
-Dzisiaj ciężki dzień.
Stwierdził podchodząc bliżej. Cóż, od momentu w którym Justin zabił Dianę Ryan był moim jedynym przyjacielem. Takim samym "kujonem" jak ja.
- Nawet bardzo. Całą noc miałam koszmary...
-A ja się uczyłem.
Jego odpowiedź trochę zbiła mnie z pantałyku. Otworzyłam szerzej oczy przystajac.
-O czym my mówimy?
Zapytałam marszcząc brwi, a chłopak wzruszył ramionami. Przełknęłąm głośno ślinę.
-Sprawdzian z matematyki...
Powiedział po chwili, a ja uderzyłam sie ręką w czoło.
- Lepiej chodź do środka.
Uśmiechnęłam sie delikatnie klepiąc chłopaka po ramieniu i ruszajac dalej.
-A o czym ty mówiłaś?
-Justin Bieber? Chłopak od skakanki? Morderstwo?
-Ahh...
-Chyba nie sądziłeś, że te wszystkie kamery mają uwiecznić nowy strój cheerleaderek naszej szkoły...
Stwierdziłam rozbawiona wchodząc do środka. Zdjęłam kurtkę wrzucając ją do szafki i poprawiłam swoje ciemne włosy. Ryan również przygotował się do lekcji i żegnając się ze mną ruszył w kierunku swojej klasy. Chciałam zrobić dokłądnie to samo, jednak koło mnie pojawiła się Emily.
-Hej... Jak się trzymasz? - Zapytała. Uchyliłam delikatnie usta, lecz po chwili zacisnęłam je w wąską linię. - Masz jeszcze te sny?
Uniosła do góry obie brwi.
-Jest okej.. Nie mam tych snów.
-Ja mam. Ciągle widzę, jak ściska tą skakankę...
Pokręciła głową i wzdrygnęła się.
-Damy jakoś radę.
Stwierdziłam dosyć obojętnie. Emily spojrzała w moje oczy.
-Kath, jest taka impreza... W domu Jessici, jeżeli chciałabyś wpaść to możesz... Prawie wszyscy będą.
-Emm... Patrzenie na Twoich zadufanych w sobie przyjaciół nie wydaje mi się najlepszym sposobem spędzania wolnego czasu...
-Świetnie, wiec nie przychodź.
Powiedziała jakby urażona. Wstrzymałam w sobie wywrócenie oczami i westchnienie. Nagle na korytarzu zapanował straszny zamęt. W stronę mnie i Emily kroczył Justin. Był ubrany w czarne, poprzecierane rurki, czarną koszulkę i tego samego koloru skórzaną kurtkę. Na nogach miał oficerki. W uszach kolczyki, a jego włosy w kolorze ciemny blond były ustawione w swego typu irokeza. Wyglądał zupełnie inaczej niż wcześniej. Po moim ciele przeszły ciarki, jednak szybko z Emily udałyśmy, ze nic nie wiemy i po prostu rozmawiamy. Podszedł do nas.
-Bu.
Mruknął patrząc na nas z uniesioną brwią. Mimowolnie wzdrygnęliśmy się, chyba każdy na korytarzu, nie było w tym "bu" niczego strasznego, jego głos też nie był przerażający - raczej ciepły i przyjemny... Ale atmosfera była na prawdę napięta.Spojrzałyśmy na niego, a on uniósł obie dłonie w geście bezradności.
- Nie chciałem wystraszyć... Taki żart. Co u was?
Uśmiechnął się delikatnie i zdjął swoją kurtkę, przewieszając ją przez ramię. Ten odruch odsłonił jego całą wytatuowaną lewą rękę. Dokłądnie w tymmomencie w którym chciałam się odezwać podszedł do nas dyrektor.
- Panie Bieber, proszę za mną.
Dyrektor delikatnie się uśmiechnął, a Justin wzdychając poszedł za nim. Atmosfera natychmiast się rozluźniła, a każdy poszedł do swojej klasy na lekcję.
Biologia z Panią Woodsen zawsze była nudna, tak samo jak dzisiaj. Z utęsknieniem czekałam na dzwonek. Kiedy wreszcie zadzwonił wyszłam z klasy chcąc pokierować się w stronę 12, gdzie miała odbyć się lekcja psychologii.
-Kath zaczekaj! - Justin złapał mnie za rękę i obrócił delikatnie w swoją stronę. - Głupio wyszło z tym dyrektorem, chciałem pogadać....
-Pogadać? O czym? O tym, ze przez 8 lat Cie tu nie było?
-Przepraszam...
Powiedział cicho patrząc w moje oczy. Przełknęłam głośno ślinę.
- Za to, ze zniszczyłeś mi i Emily dzieciństwo? Nie wiesz jak to było...
-Nie wiem i na prawdę przepraszam....
Spojrzałam na niego i wzięłąm głęboki oddech,po czym pokręciłam głową. Sama nie wiedziałąm czy powinnam gosłuchać czy nie.
- Nie ma o czym mówić.
Stwierdziłam i wyrwałam dłon z jego uscisku ruszając dalej. Usłyszałam głośne westchniecie.
-Możesz mi chociaż powiedzieć, gdzie mam isć na następną lekcję? Juz w drodze na poprzednią sie zgubiłem. Ta szkoła to wielki labirynt.
Uśmeichnął się delikatnie wyciągając w moją stronę plan zajęć. "Psychologia 12". Zdrętwiałam i podrapałam sie po policzku.
-Też mam psychologię, więc...
-Prowadź.
Zabawnie poruszał brwiami i kiedy ruszyłam poszedł za mną. Szybko dotarłam do klasy, nie odzywając się ani słowem do towarzysza. Zajęłam swoje miejsce i po chwili zaczęła się lekcja. Spojrzenia wszystkich były utkwione w Justinie, co wyraźnie go irytowało.
-Panie Bieber, jest pan w mojej klasie od niecałych pięciu minut, a wydaje sie Pan najbardziej interesującym obiektem w niej.
Zakomunikowała kobieta.
-Nie codziennie widzimy koło siebie psychola.
Odparł Matt, z cwaniackim uśmiechem, opierając się o krzesło i delikatnie się bujając.
-Psychol! Lenistwo dzisiejszego społeczenstwa, zawsze wszystko skracacie. - westchnęła ciężko. - Słyszałam, że pański nickname na Twitterze to "socio"
-Naprawdę? Muszę ogarnąć tą całą sprawę z Twitterem.
Stwierdził zażenowany Justin i odłożył ołówek na zeszyt patrząc na panią Bloom.
- Psychol... A naukowo psychopata. Czy wiecie czym się to objawia?
-Tym, ze codziennie budzi sie w kałuży krwi innej osoby ?
Znów zapytał Matt, przyglądajac się Justinowi. Ten przygryzł delikatnie dolną wargę i przełknął głośno ślinę.
-To nie było zabawne, Panie Jefrey. Ktoś inny ?
Zastanowiłam się moment, czy powinnm się odezwać. Przełknęłam głośno ślinę.
-Psychopata nie ma ludzkich uczuć...
-Bardzo dobrze...
Uśmeichnęła sie nauczycielka. Spojrzałam kątem oka na Justina i wzięła głeboki oddech.
- Pani Bloom... - widzac, z enauczycielka na mnie spojrzała przełnęłam głośno ślinę. - Jak mozna rozpoznać psychopatę? Przecież nie wiemy nic o jego uczuciach...
-Świetne pytanie. - kobieta założyła nogę na nogę. - Właściwie psychopaty nie da się odróżnić od reszty społeczeństwa, potrafi doskonale udawać ludzkie uczucia.
Powiedziała cicho i zwilżyła usta językiem .W sali rozległ się dzwonek. Zabrałam rzeczy i po prostu wyszłam z sali kierując sie w stronę stołówki.
Justin's POV
Ta lekcja... Ogólnie cały dzień to było jedno wielkie szaleństwo. Mówiłem mamie, błagałem ja, żebyśmy tu już nie wracali, ale uparła się. Chciałem zacząć od nowa, jednak wszyscy widzieli we mnie zwykłego psychopatę. W sumie sam zacząłem sie zastanawiać jak to na prawdę ze mną jest.
Wszedłem na stołówkę i miałem zabrać sobie cos do jedzenia, keidy usłyszałem krzyk.
-Socio!
Nieznana mi dotąd, rudowłosa dziewczyna patrzyła na mnie z zachęcającym uśmiechem. Zwilżyłem usta językiem i powoli ruszyłem w kierunku jej stolika. Siedziała obok Emily.
-Nie wiem czy powinienem reagować na ten tekst... - zacząłem i spojrzałem na Emily. - Emily, chciałem z Tobą porozmawiać...
W tym momencie rudowłosa wstała, przedstawiając się.
-Jestem Jessica, Najlepsza przyjaciółka Emily, prawda Em ?
-Tak Jess... Wybaczcie, mam geografie w 30.
Stwierdziła i odeszła. Westchnąłem cieżko i podrapałem sie po tyle głowy.
- Emily jest dość... zamknięta na kontakty z Tobą, ale przejdzie jej.... - rudowłosa uśmiechnęła się po raz kolejny. Sam niepewnie odwzajemniłem uśmiech. - Widzisz Socio... Robię dzisiaj imprezę... Może chciałbyś wpaść?
Dziewczyna uniosła brwi.
-Jess, oszalałaś?!
Odezwałasię kolejna dziewczyna. Kręcono włosa murzynka. Spojrzałem na nią, a następnie znów na rudowłosą. W oczy dopiero teraz rzucił mi się złoty naszyjnik z czerwonymi kamyczkami. Zmrużyłem oczy. Taki sam naszyjnik miała moja ciotka - Diana.
-Skąd masz ten naszyjnik?
Uniosłem brwi do góry wskazujac palcem na błyskotkę na szyi dziewczyny. Przeniosłem swoje piwne tęczówki na jej twarz i przełknąłem cicho ślinę.
-Dostałam w prezencie. Podoba Ci się?
Zabawnie poruszała brwiami. Zabrałem dłoń i westchnąłem cicho.
-Postaram się wpaść na tą imprezę.
Zakomunikowałem ignorujac pytanie dziewczyny. Po chwili odszedłem idąc na swoją lekcję.
~*~
Po lekcjach udałem sie do niewielkiej restauracji - zawsze zabierali mnie tam rodzice kiedy jeszcze byłem mały rzecz jasna. Zamówiłem sobie ciasto porzeczkowe i rozejrzałem się. Znów wszystkie spojrzenia były skierowane w moją stronę. Na końcu zauważyłem Kath. Spojrzała w moją stronę. Siedziała z jakimś chłopakiem. Ruszyłem w tamtą stronę i przygryzłem dolną wargę.
-Widzę, ze ciągle tu przychodzisz...
Uśmeichnąłem sie blado. Ciemnowłosa spojrzała na mnie i wzruszyła ramionami,po chwili spuszczajac wzrok na blat stolika.
- Nie śledzę Cię. Przysięgam... Po prostu przyszedłem po ciasto. - Wzruszyłem ramionami i zwilżyłęm usta językiem,odkładając ciasto na bok. - Popatrz Kath... Wiem, ze Cie zraniłem. Ciebie i Emily... Ale to sie stało i nie mogę tego cofnąć. Trochę mi przykro, bo liczyłem, że chociaż ty dasz mi przynajmniej połowę szansy, ale skreślasz mnie tak samo jak reszta...
Westchnąłem cieżko i przykucnąłem lekko przy stole.
-Chcę po prostu zacząć od nowa. - Dodałem i spojrzałem na chłopaka siedzącego na przeciwko. - A swoją drogą.. .Jestem Justin... - Powiedziałem cicho w kierunku chłopaka i uścisnąłem jego dłoń.
-Ryan. I czuje się bardzo nieswojo w tym momencie.
Stwierdził i zabrał dłoń. Przygryzłem dolną wargę.
- Dobrze, juz sobie idę. Przepraszam...
Powiedziałem cicho i zabrałem plack wychodząc z restauracyjki. Ruszyłem w kierunku domu, lecz usłyszałem słodki głos Kath.
-Justin, zaczekaj!
W mojej głowie pojawiła się mała iskierka nadziei, że jednak dziewczyna choć trochę mi ufa. Odwróciłem się w jej stronę przeczesując dłonią swoje włosy.
- Nie mozesz za każdym razem sie do mnie zbliżać. W szkole, w restauracji, na ulicy. Ja... Dla mnie to też trudne...
Cała nadzieja prysła. Spusciłem na moment wzrok i wzruszyłem ramionami.
- W porządku. Już nie będę.
Stwierdziłęm i ruszyłem w kierunku domu.
-Przykro mi z powodu twojego ojca...
No tak...Kath i mój tata zawsze bardzo się lubili, a dosłownie dwa miesiace temu zginął na jachcie, a jego ciała nikt nie znalazł.
-Był fanem Kath. - Uśmeichnąłem sie lekko i wsunąłem dłonie do kieszeni spodni. Przyglądała mi się. - Zastanawiasz się czy nie udaję ludzkich uczuć, co nie?
Zapytałem i spojrzałem na dziewczynę.
-Nie,wcale nie.....
-Spokojnie. Po tej szalonej lekcji widzę w każdej osobie psychopatę. - pokręciłem głową. - Słuchaj... - podszedłem odrobinę bliżej dziewczyny. - Jest taka impreza...
-Mówisz o imprezie Jessici Carter? Kto Ci o niej powiedział?
-Zostałem zaproszony....
-Ty? Zaproszony? Przez prawdziwego człowieka?
Uśmiechnąłem się i pokręciłem głową.
-Tak.... I pomyślałem, ze fajnie byłoby sie tam pokazać w towarzystwie jakiejś normalnej osoby...
Miałem ją. Szybko sie zgodziła, choć sam nie wiedziałem dlaczego.
Spotkaliśmy się później przy drzwiach domu Jessici. Weszliśmy do środka, a ja rozejrzałem sie. Znów te spojrzenia, wszystkie skierowane na nas.
- Właściwie czemu się zgodziłaś?
-Bo muszę coś opowiadać wnukom,prawda?
Usmeichnęła się delikatnie. Podrapałem sie po policzku i dokładnie w tym samym momencie podeszła do nas Jessica.
-Socio! Przyszedłeś... I kogo ze sobą przyprowadziłeś....
Drugą część zdania dodała bardziej zawiedzionym tonem głosu. Po chwili jednak zabrała Kath pod pretekstem "chcę cię przedstawić reszcie" .
Odnalazłem wzrokiem Emily. Stała z tą kręconowłosą murzynką popijając alkohol. Zwilżyłem usta językiem i podszedłem do nich.
-Możemy w końcu porozmawiać?
Zapytałem spokojnie opierajac się o blat przed nimi.
-Socio, lepiej sobie stąd idź.
-Czekaj, czekaj,wiem! Ty jesteś Angela... Ta która w pierwszej klasie miała wąsik i musiała jechać na jakieś specjalne zabiegi do Niemiec, już Cię pamietam.
-Chyba ci się cos pomyliło, frajerze.
Uśmeichnąłem sie łobuzersko.
-Nie, na peno nie.Jeszcze widać ten zarys wąsika.
Zabawnie poruszałem brwiami. Zdenerwowana dziewczyna odeszła a ja uśmeichnąłem sie triumfalnie.
- Jesteś doprawdy czarujący.
Stwierdziła sarkastycznie blondwłosa.
-Musiałem coś wykombinować. Nie mieliśmy w ogóle okazji porozmawiać....
-Ale zdajesz sobie sprawe, ze to celowe działanie, huh?
Uniosła brwi i spojrzała na mnie. Przygryzłem dolną wargę i już miałem coś odpowiedzieć, kiedy koło nas znów pojawiła sie Jessica.
- Mówiłam, że zmięknie. Emm, pogawędka z psycholem. Matt nie byłby zadowolony...To chłopak Emily. Swoją drogą szkoda, ze go tu nie ma. Mogłoby być ciekawie. Kapitan drużyny football'owej i psychol....
-Mozesz przestać w tym psycholem?
Zapytała Emily i przeczesałą dłonia swoje blond włosy.
- Sama to zaczęłaś.
Odparła natychmiast rudowłosa. Przygryzłem dolną wargę.
- W sumie to dość... chwytliwe... - Stwierdziłem i przełknąłem głośno ślinę. - Lepiej pójdę, zanim Kath zacznie siędobrze bawić.
Uśmiechnąłem sie i jak najszybciej odszedłem od obu dziewcząt. Nie mogłem znaleźć Kath, jednak po drodze znów natchnąłem się na Jessice.
-Socio.. Nareszcie jesteś cały mój. - Stwierdziła przyciskajac mnie do sciany i dłońmi błądząc po moim torsie. - Chciałabym Ci coś pokazać... Chcesz wskazówkę? To moje łożko.
Uśmiechnęła się łobuzersko. Przymknąłem na moment oczy i chciałem jej odpowiedzieć, jednak wtedy usłyszałem krzyk Kath. Odsunąłęm dziewczynę dosć stanowczo od siebie i poszedłem do pokoju, z którego dochodził ten dźwięk. Jakiś typek trzymał ją w swoim uscisku, co zdecydowanie jej się nie podobało.
-Hej, hej, hej, hej...
zacząłem, i pomogłem dziewczynie wydostać sie z uścisku tego goryla.
-Masz jakiś porblem, frajerze?
- Frajerze? To takie typowe...
-Chłopczeod skakanki, lepiej?
Uśmeichnął sie złośliwie.Przełknąłęm głośno ślinę.
- Bardziej w moim stylu.
Stwierdziłęm i poczułem, jak owy typ mnie popycha. Zatrzymałem sie tuż przed ścianą i podszedłem znów do chłopaka chwytając go za kark i lekko podciągajac, by dorównał mi wzrostu.
- Lepiej odczep się od Kath, inaczej zabiję Cię i sprawi mi to taką samą przyjemność jak wtedy.
Szepnąłem do ucha chłopaka i puściłem go. Chwyciłem za rękę Kath i wyszedłem wraz z nią z pomieszczenia, a następnie całej imprezy. Była strasznie wstawiona.
- Wow, Justin, to było niesamowite. Co mu powiedziałeś?
Zapytałacicho sie śmiejąc. Objąłem ja ramieniem prowadząc w kierunku jej domu.
-Coś o tym, że oskarżę go o napaść i na pewno wygram...
Skłamałem i uśmeichnąłem się łobuzersko. Trąbienie samochodu tuż obok nas sprawiło że uniosłem wzrok znad drogi.
-Wiedziałam,ze w poprawczaku nie nauczyli Cię prowadzić. Wsiadajcie.
Emily uśmeichnęła sie delikatnie patrząc na mnie i Kath,
-Justin to Emily! Emily, Justin, Emily!
Kath chichotała jak wariatka. Bałem się nawet pytać co powie na to jej tata. Wsiedliśmy do auta i podjechaliśmy pod dom dziewczyny. Odprowadziłem ją pod same drzwi.
- Dobry wieczór Panie Mitchelle...
Powiedziałem cicho przekazując mu jego córkę. Spjrzał na nią i na mnie.
-Nauka z Ryanem...
skwitował i posadził ją na krześle.
-Mamo, tato... Impreza była świetna. Jessica stwierdiła, ze pragnę Justina, ale ona pragnie go bardziej. Powiedziałam jej, ze może go mieć, a ona na to, żę kiedyś mi go udostępni, bo dzielenie się jest w modzie.
Parsknęła śmiechem. Przygryzłem dolną wargę. Zdenerwowany policjant zatrzasnął mi przed nosem drzwiami. Skrzywiłem sie i wróciłem do auta Emily. Pojechaliśmy do mnie.
- Wejdziesz? - Dziewczyna nie wykazywała zainteresowania. - Mam chipsy fromage... I karmelki...
Uśmeichnąłem sie delikatnie.
-Masz mnie...
Stwierdziła zażenowana i wysiadła z auta. Oboje weszliśmy do mojego domu, a następnie pokoju. Wziąłem chipsy i karmelki siadając na podłodze.
-Pamietasz jak namówiliśmy Kath, zeby zjadła wszyetkie smaki... Zwymiotowała przy ostatnim.
Zaśmiałem sie cicho jedząc chipsa.
-Tak, na ulubiony dywan mojego taty...
-Biedna Kath...
-To ja oberwałam..
-Nie mówię o wtedy... Mówię teraz. W przeciwieństwie do Ciebie nie przeżywa takiego rozkwitu....
Stwierdziłem i uniosłem jedną brew.
- Co Ci powiedziała? Że ją zostawiłam..?
-Nie, skądże... Ale nie to właśnie zrobiłaś?
Zapytałem i zwilżyłem usta jezykiem. Zacisnąłęm usta w waską linię.
- Żałujesz ?
Domyśliłem sie o co chodzi. Przełknąłem głośno ślinę.
- Przeszlość jest przeszłością... - Odparłem wzruszajac ramionami.- Chcesz wiedzieć czego żałuję?
-Nie jeżeli to jest przerażające...
- Żałuję tego, ze nie mogłem dorastać razem z Tobą i Kath...
-Przeszłosć jest przeszłoscią.
Skwitowała. Westchnąłęm ciezko i wziąłem kolejnego chipsa jedząc go. Dziewczyna po chwili zabrala mi paczke.
-Nie zjadaj ich wszystkich.
-Uderzyła mnie lekko w ramię. Długo rozmawialiśmy, później siedzieliśmy cicho, bawiłem sie pierścionkiem na moim palcu. Zauważyłem, ze Emily zasnęła na podłodze. Ściągnąłem z łóżka koc i przykryłem ją. Wtedy usłyszałem sygnał swojego telefonu.
numer nieznany:
Cześć socio, impreza właśnie się skończyła, ale może chciałbyś wrócić na powtórkę? Tylko ty i ja? Jess.
do: numer nieznany:
Nie dzisiaj. Skad masz mój numer?
od:numer nieznany:
Ze źródeł. No proszę... Ja+Socio = Taaak.
do: numer nieznany:
Nic z tego. Nie mogę.
Nawet nie miałem najmniejszej ochoty na takie propozycje. Chciałem z tym poczekać na kogoś odpowiedniego...
od: numer nieznany:
Wiem dlaczego zabiłeś swoją ciotkę.
__________________________________
Jak wam się podoba rozdział?
Jak myślicie? Jessica wie dlaczego Justin zabił swoją ciotkę?
Czy Emily i Kath zaczną znów sie z nim przyjaźnić?
Czy ludzie zapomną o "socio" i zobaczą Justina? A może uważacie, że Justin naprawdę jest psychopatą?
Subskrybuj:
Komentarze do posta
(Atom)
0 komentarze:
Prześlij komentarz